Najbliższy nieobecny - wspomnienie o ks. Twardowskim

Barbara Gruszka-Zych

 

Kiedy w 1983 r. jako studentka polonistyki na Uniwersytecie Śląskim kupowałam tomik „Który stwarzasz jagody” wtajemniczona, poprzez Duszpasterstwo Akademickie wiedziałam, że Autor jest księdzem. Ale samo Wydawnictwo Literackie tego nie zdradzało.

 

Zbiorek opatrzony był nazwiskiem Jan Twardowski bez skrótu „ks”. Ale w środku znajdowały się wiersze o mówiących tytułach: „papież”, „mała litania”, „baranek”, „przez pamięć Nikodema”. Czuć było, że pisał je głęboko wierzący, który wie, że „Baranek wielkanocny wybiega z rozpaczy”. Potem pojechaliśmy do Księdza do kościoła Sióstr Wizytek przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Często można było Go zastać w konfesjonale. Zawsze czekała do Niego kolejka chętnych. Niektórzy żartowali, że Ksiądz jeszcze zanim wysłucha, to już daje rozgrzeszenie. Tak wierzy w Miłosierdzie Boga i tak docenia wszystkich, którzy przyszli wyznać swoje winy. Przyjmował nas studentów śląskiej i warszawskiej polonistyki w zakrystii, a właściwie pomieszczeniu przy niej, to było takie miejsce spotkań z odwiedzającymi. Zapraszał, żebyśmy usiedli, pytał skąd jesteśmy, jak długo jechaliśmy, czy jesteśmy zmęczeni i głodni. Interesował się każdym z osobna, starał się zapamiętać nasze imiona. Jola, Zuzia, Andrzej, Basia – odwiedzaliśmy w tym samym składzie Księdza przynajmniej raz w roku. Na koniec – do dziś nie wiem czy to była kokieteria, czy prawdziwe niedowierzanie – pytał nas przechylając głowę – „I wy tak naprawdę mnie czytacie? I naprawdę wam się to podoba? A moje wiersze takie tam...”. Zapewnialiśmy Go, że jest najbardziej czytanym poetą polskim, że uwielbia go młodzież, wypisuje cytaty z Jego wierszy, uczy się ich na pamięć. Jeszcze wtedy na nekrologach nie umieszczano początku Jego wiersza „Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą” poświęconego Annie Kamieńskiej, wybitnej, niedocenionej poetce, z którą się przyjaźnił. Pamiętam jak kiedyś na spotkanie z nami przyszedł z ręcznymi notatkami – wspomnieniami o niej. Czytał nam fragmenty i prosił, żebyśmy zajrzeli do jej wierszy i prozy, zaznaczał, że sam musi dokończyć wspomnienia czy może dogłębną analizę jej twórczości religijnej. I rzeczywiście – zachęcił nas do tej ważnej lektury, bo przecież na polonistyce nikt nam o niej wtedy nie wspominał. Przyjmował od nas bukiety kwiatów, pomarańcze, czekolady i mówił, że należą się innym. Kiedyś na urodziny 1 czerwca (bo urodził się w dzień Dziecka) przyniosłam Mu bukiet kwiatów, który dostałam jako laureatka Konkursu Poetyckiego „Twojego Stylu”. Poety nie było w kościele, ale na jego stoliczku w wazonach i słojach tłoczyły się kwiaty. Zawsze podczas spotkań dawaliśmy Mu jego tomy do podpisania: „Baśce i Zbyszkowi z prośbą o pamięć i modlitwę” – pisał na jednym z nich. A potem naszym synom: „Drogim Tymoteuszowi i Błażejowi – najserdeczniej”. Dałam Mu do przeczytania własne wiersze. „Te wiersze są proste, pisane bez zbędnych udziwnień. Myślę, że łatwo mogą trafić do czytelnika” – napisał mi w liście, którego fragment wykorzystałam potem we wstępie tomiku „Teren Prywatny”. Z czasem coraz częściej Zuzia, pracująca w Bibliotece UW, najbliżej miejsca zamieszkania Księdza, donosiła nam o złym stanie zdrowia naszego Poety. A to, że ma kłopoty z sercem, a to z nerkami. Ale zawsze starał się być wesoły, żartował, opowiadał anegdoty, które spisywał w „Niecodzienniku”. Nie wiedzieliśmy czy to zmyślenia czy prawda. Na przykład taki fragment: „Prosiła dla siebie o świadectwo zgonu. – A po co to pani? – Kiedy umrę jak ja to załatwię?”. Kiedyś pomylił wiek mój i Joli, wyszło na to, że dał nam o 10 lat za mało i zwracał się do nas na „ty”. Kiedy przypomniałyśmy, że mamy już dzieci, był zakłopotany i przepraszał nas, że nie zwracał się per „pani”. Należy wam się szacunek – mówił. Kiedy ostatni raz odwiedziłam go z synem Tymkiem rozmawialiśmy o nienawiści, przebaczeniu i miłości: „Ocalić nas może miłość. Ale nie tylko samo uczucie zakochania, ale troska o drugiego, opieka, wyjście poza siebie do kogoś. Ona jest najważniejsza, bez niej nie ma całego życia.” Wychodził do nas w swoich wierszach i podczas spotkań. Dziś wybór Jego wierszy nie przez przypadek otwiera się na słowach: „przecież tylko nieobecni są najbliżej” („o nieobecnych”).

 

<<<