Wywiad z o. Rajmundem Dorawą

 

Czy może Ojciec się przedstawić?

Nazywam się Rajmund Dorawa, jestem polskim Redemptorystą ze Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela (CSsR), przynależny do prowincji wiedeńskiej, a aktualnie pracujący w regii kopenhaskiej. W czerwcu 1976 roku przyjąłem święcenia kapłańskie, a w trzy lata póżniej znalazłem się na preriach w zachodniej Kanadzie, wspierając szeregi naszych misjonarzy i duszpasterzy. W Kanadzie pracowałem 17 lat jako duszpasterz, katecheta, kapelan szpitalny, rekolekcjonista i misjonarz – zawsze na placówkach angielskojęzycznych, tj. dla Kanadyjczyków. Niespodziewanie w czerwcu 1996 roku, a zatem 20 lat później, zostałem skierowany do Rzymu na studia doktoranckie, które były zawsze marzeniem mojego życia. W Wiecznym Mieście musiałem jednak przystąpić najpierw do napisania licencjatu kościelnego, ponieważ w Polsce zdobyłem jedynie stopień magistra teologii na wydziale pastoralno-biblijnym Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. W Rzymie studiowałem w Wyższym Instytucie Teologii Moralnej, tzw. Uniwersytecie Alphonsianum, który dziś jest praktycznie częścią najstarszego papieskiego Uniwersytetu - Lateranum. Tam studiowałem blisko pięć lat. Po ustaleniu tematu tezy doktorskiej i rozpoczęciu pracy, zmęczony już hukiem wielkiego miasta, zdecydowałem się na pracę duszpasterską w Kopenhadze i równoczesne pisanie dysertacji. Na duńskiej ziemi, pamiętam dobrze, wylądowałem 12 lutego 2001 roku i natychmiast podjąłem pracę duszpasterską, praktycznie dzieląc obowiązki kapłańskie z o. Julianem Bodnarem przy Polskiej Misji Katolickiej. Poza codziennymi obowiązkami (msze św., spowiadanie, kazania i homilie) zaangażowałem się w pracę z młodszą i starszą młodzieżą, katechezy w przygotowaniu sakramentalnym do Chrztu św., Bierzmowania i Sakramentu małżeństwa, a także konferencje i rekolekcje dla sióstr zakonnych.

Jako kapłan i zakonnik czułem się zawsze na pierwszym miejscu duszpasterzem i misjonarzem. Nie upłynęło dużo czasu, a mój wspaniały promotor, prof. Rafael Gallagher, znany i ceniony teolog irlandzki zauważył, że na konsultacje naukowe do Rzymu przylatuje bardziej zapracowany duszpasterz, a nie piszący tezę naukową, dobrze przygotowany doktorant. Wtedy mój moderator, po prozumieniu z Prowincjałem wiedeńskim, uzyskał dla mnie sześciomiesięczny czas sabatowy na ukończenie podjętej rozprawy. W sumie pomagałem współbraciom w Kopenhadze (wspólnota polska i filipińska) przez blisko trzy lata i sześć miesięcy. Natomiast od 1 października 2004 roku, dekretami Ks. Ordynariusza i Prowincjała wiedeńskiego, zostałem samodzielnym i samotnym duszpasterzem PMK w Danii.

Z którego regionu Polski Ojciec pochodzi?

Urodziłem się w Inowrocławiu, a więc stolicy Kujaw. Idąc za radą mojego ojca i z myślą, aby po nim objąć jego ulubiony zawód zbożowca i młynarza, szkołę średnią (Technikum Przemysłu Spożywczego) ukończyłem w Toruniu. I Bogu niech będą dzięki. Tam właśnie, na toruńskich Bielanach, poznałem redemptorystów i związałem się z nimi na życie. Oni właśnie, moi przyszli współbracia, zaopiekowali się mną w sposób duchowy i materialny. Radio Maryja jeszcze wtedy nie istniało, a o. Tadeusza Rydzyka nie było jeszcze na horyzoncie. Od najmłodszych lat nosiłem się z zamiarem realizacji powołania kapłańskiego, wtedy jednak zrozumiałem, że Ten, który mnie woła, posyła mnie do życia zakonnego i misyjnego.

Jaka była teza doktoratu?

Idąc śladami założyciela, św. Alfonsa Marii Liguari, studiowałem w Wiecznym Mieście współczesną teologię moralną. Doktorat mogłem pisać po włosku albo po angielsku - język polski nie wchodził w rachubę. Ponieważ prawie w całości literaturę, tj. źródła i opracowania, zgromadziłem w języku angielskim – w tym też języku, w którym po ojczystym czułem się dość swobodnie i pewnie, zdecydowałem się pisać. Tytuł mojej pracy: „The Invitation to Discipleship as Moral Response to the Gospel Call. A moral theological analysis based on some writings of Enda McDonagh and Timothy E. O`Connell” (Zaproszenie do naśladowania i kontynuacji dzieła Chrystusa jako moralna odpowiedź na wezwanie Ewangelii: Analizy w zakresie teologii moralnej oparte na bazie dorobku pisarskiego wybranych dzieł E. McDonagh i T. E. O`Connell). Aby panować nad tematem, postawioną tezę studiuję, badam i zgłębiam w dorobku pisarskim wybranych artykułów, wypowiedzi i książek dwóch żyjących teologów moralistów. Niebezpieczeństwo mojej tezy polegało na tym, że prezentuję teologię moralną ostatnich trzydziestu lat – od Soboru Watykańskiego II do dziś. Kiedy ktoś opiera się w swojej dysertacji na teologu-moraliście, który jest już np. dwieście lat w grobie, wszystko jest prawdą i świętą prawdą. Sprawa jest znacznie trudniejsza, kiedy ktoś opiera się na teologach awangardy współczesnej myśli teologicznej. Jest to teza znacznie trudniejsza, a czasem wręcz niebezpieczna. Wyznam jednak szczerze, że mnie dała ona ogromną satysfakcję, pogłębienie i wewnętrzną radość – miałem bowiem to szczęście, aby zgłębić myśl teologiczną na dziś i jutro, a nie np. na przedwczoraj. Moją tezę doktorską przedstawiłem i obroniłem 20 maja 2004 roku w Rzymie. Bez wątpienia, było to dla mnie wspaniałym przyżyciem i osiągnięciem. Poczułem się prawdziwym uczniem Jezusa Chrystusa.

Jakie plany ma Ojciec jako Rektor Polskiej Misji Katolickiej?

Przebywając w Kopenhadze już od czterech lat zauważyłem, że byłoby celowe, a nawet konieczne, uwspółcześnić nasze metody duszpasterskie zgodnie z wymogami np. dokumentu Stolicy Apostolskiej Christifideles Laici (1988). Absolutnie nie odpowiada mi duszpasterstwo indywidualne, które zazwyczaj wiąże jedynie poszczególne osoby, a nie tworzy małych wspólnot w ramach większych wspólnot czy parafii. Wkrótce po moim przybyciu do Kopenhagi, wbrew nadziei, a z inicjatywy starszej młodzieży, rozpocząłem pracę z młodzieżą. Początkowo była to duża grupa o znacznej rozpiętości wiekowej od 15 do 25 lat. Ze względu na tak wielkie zróżnicowanie i wieku i zainteresowań, ta grupa szybko zmniejszyła się do starszej młodzieży. Można powiedzieć, że jest to przede wszystkim młodzież uniwersytecka (nasza i ta z Polski z wymiany programu Sokrates). Spotykamy się zawsze w pierwszą niedzielę miesiąca po Mszy św. Wiadomo to wszystkim, że z młodzieżą to tak naprawdę nigdy nie wiadomo, ilu i kto przyjdzie. Przeciętnie jest nas od 10 do 25 osób. Z początkiem listopada przejąłem też po s.Leopoldynie młodszą młodzież przygotowującą się do Sakramentu Bierzmowania. Jest ich razem 16 nastolatków  w wieku 13 do 15 lat i spotykamy się w każdy piątek. Praktyka jednak wskazuje, że pod wpływem środowiska i rówieśników ze szkoły, ta grupa młodych po bierzmowaniu znika nam chwilowo z katolickiego horyzontu. Mam tę cichą nadzieję, że może z nich wspólnota polska doczeka się jednak nowych posiłków do grupy starszej młodzieży. Kiedy wracają, przychodzą już z zupełnie nowymi problemami, nowym doświadczeniem i perspektywą życia – na pewno już są dojrzalsi. Uważam za duży sukces powołanie grupy lektorów czytających w czasie Mszy św. Mieliśmy już takie sytuacje, kiedy w zatłoczonym kościele nie było komu przeczytać pierwszego lub drugiego czytania. Aktualnie mamy na liście szesnastu lektorów czytających wg ustalonego wcześniej harmonogramu. Mam wrażenie, że oni zaczynają się czuć dobrze w nowej roli liturgicznej, a nawet potrafią się, kiedy potrzeba, zastąpić. Następnie chciałbym lepiej przygotować grupę liturgiczną naszych ministrantów (chłopcy i dziewczynki). Zawsze sobie myślałem, że nie jest to żadna dekoracja ołtarza, ale prawdziwa funkcja liturgiczna, zadanie do wypełnienia. We wspólnocie personalnej, a nie terytorialnej parafii, każdy do kościoła ma daleko lub bardzo daleko. Formowanie lub też lepsze funkcjonowanie poszczególnych grup można osiągnąć jedynie na spotkaniach wokół naszych regularnych liturgii niedzielnych. Na dodatkowe zajęcia lub spotkania przyjeżdżać dodatkowo z metropolitalnej Kopenhagi, jest naprawdę trudno. Ponieważ jestem sam, często mam poważny dylemat, co zrobić najpierw (konfesjonał, spotkanie z lektorami, ministrantami, grupą starszej młodzieży, kawa w bibliotece polskiej, różaniec, czy też sprawy duszpasterskie w zakrystii....). Muszę chyba więcej jeszcze delegować i zdobywać świeckich współpracowników, jak w w/w dokumencie watykańskim. Najbardziej jednak martwi mnie, kiedy przychodzą do mnie uczniowie i uczennice naszej wspólnoty polskiej z kartką papieru, na której czytam, co to jeszcze mam więcej zrobić, dlaczego, jak i kiedy... Wygląda to bardziej na zlecenia, mniej zaś na współpracę czy też współodpowiedzialność. Taki mam plan ogólny tyczący hic et nunc. O planach tyczących PMK w Danii porozmawiamy innym razem.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Wojtek Jagielski

Informator Polski Nr 1 (51) 2005

<<<