A oni go śledzili

 

W tej książce nie chodzi o nazwiska. Chodzi o coś znacznie ważniejszego – o prawdę. Zapewne dlatego trzeba było o kilka tygodni przyspieszyć jej wydanie.

Rzadko się zdarza, by o książce napisanej przez historyka dyskutowano jeszcze przed jej pojawieniem się na rynku. Nawet jeżeli opisuje ona czasy stosunkowo niedawne i dotyka spraw drażliwych. O książce Marka Lasoty „Donos na Wojtyłę. Karol Wojtyła w teczkach bezpieki” dyskutuje się od kilku tygodni, chociaż w księgarniach pojawi się 16 marca.

 

Czym się goli Wojtyła?

O której godzinie wstaje w tygodniu i w niedzielę? W jakiej kolejności wykonuje codzienne poranne czynności? Jak często i czym się goli? Jakich kosmetyków używa? Czy lubi rozmawiać przy obiedzie? Kto mu czyści buty? Jakich audycji słucha w radiu? Jak często chodzi do dentysty? A do teatru?

To nie są pytania wścibskiego dziennikarza jakiejś kolorowej gazety. Około stu takich pytań znalazło się w jednym z dokumentów odnalezionych przez IPN. To tylko aneks do indeksu pytań, opracowanego pod koniec 1969 roku przez zastępcę naczelnika Wydziału IV, majora Bogusława Bogusławskiego, dla agentów działających w krakowskim Kościele, dotyczących arcybiskupa Karola Wojtyły. „Dokument dowodzi niezbicie, że dla bezpieki nie było informacji nic nieznaczących, a każdy drobny szczegół z codziennego życia rozpracowywanego mógł mieć kapitalne znaczenie w dalszym rozpracowywaniu go” – komentuje znalezisko Marek Lasota. Sam indeks jest również niezwykle szczegółowy. Zawiera pytania o cechy osobowości późniejszego papieża, których dokładna znajomość – zdaniem Lasoty – pozwoliłaby precyzyjnie namierzyć wszystkie jego słabe punkty.

 

Policja myśli

Lektura „Donosu na Wojtyłę” nie jest łatwa. Można się pogubić w gąszczu faktów, dat, nazwisk, pseudonimów, domysłów i analiz. Tym bardziej że opowiada ona prawie pół wieku. Nazwisko Karola Wojtyły pojawiło się w dokumentach bezpieki tuż po drugiej wojnie światowej, gdy jeszcze był klerykiem.

Warto jednak podjąć wysiłek, żeby na przykładzie jednego człowieka zobaczyć bezwzględne mechanizmy, jakimi posługiwała się w walce ideologicznej komunistyczna władza. Żeby zrozumieć, że niezależnie od rządzącej ekipy – czy to Bieruta, Gomułki, Gierka, czy Jaruzelskiego – Kościół zawsze był przez nią traktowany jako główny wróg i w niszczeniu go sięgano po wszystkie możliwe środki. „Dezintegracja” – to jedno z najważniejszych słów pojawiających się w książce Lasoty. „Donos na Wojtyłę” pokazuje, jak daleko sięgały ambicje i zamiary władz PRL i aparatu bezpieczeństwa. Jak zmieniały się i doskonaliły metody walki z Kościołem. Bezpieka nie tylko zbierała informacje. Starała się wpływać na decyzje podejmowane w Kościele, a także na myśli najwyższych hierarchów. „Działalność tajnych współpracowników bezpieki... polegać miała w latach siedemdziesiątych nie tyle na dostarczaniu informacji, z kim, kiedy i gdzie spotykał się oraz o czym rozmawiał kardynał Wojtyła, ile na tym, aby z nim dyskutować. Tym samym miała się otworzyć szansa, aby wpłynąć na kształt jego poglądów” – twierdzi Marek Lasota.

 

Bez nazwisk

W tej książce jest mnóstwo pseudonimów tajnych współpracowników komunistycznych służb bezpieczeństwa z otoczenia Karola Wojtyły. Jest tylko jedno nazwisko – Tadeusza Nowaka, ps. „Ares”, który zajmował się kwestiami finansowymi w „Tygodniku Powszechnym” i zarządzał dobrami krakowskiej kurii. O innych agentach Lasota podaje czasami tak szczegółowe informacje (np. gdzie pracowali, jakie funkcje pełnili w Kościele, czyimi są krewnymi), że ludzie znający życie Kościoła krakowskiego w ostatnich kilkudziesięciu latach bez trudu się domyślą, o kogo chodzi. 

Czy to dobrze, że w tak ważnej dla przeszłości, teraźniejszości i przyszłości Kościoła w Polsce książce zabrakło nazwisk księży, którzy dali się złamać i współpracując z bezpieką, działali na szkodę Kościoła? Po co szyfrować, skoro i tak, jeśli ktoś będzie bardzo chciał, ustali nazwiska konfidentów?

Marek Lasota zapowiada opublikowanie nazwisk w kolejnej książce, która będzie wydana przez Instytut Pamięci Narodowej jako praca naukowa. Wybrana przez niego droga wydaje się słuszna. W „Donosie na Wojtyłę” nie chodzi o nazwiska i sensacje. Ta książka pokazuje prawdę o niedawnych losach Kościoła katolickiego w Polsce. Pokazuje ogromną machinę, stworzoną w imię ideologii dla niszczenia Kościoła i wszelkiej religijności. Brak nazwisk pozwala się czytelnikowi skupić na mechanizmach, na rozległości działań i środków wymierzonych przeciwko ludziom wierzącym.

Tym bardziej że, jak przyznaje Lasota, są pseudonimy, których rozszyfrować się nie da.

 

Dzieje klęski – kronika zwycięstwa

Co prawda nie ma w książce Marka Lasoty nazwisk konfidentów, są jednak nazwiska istotniejsze – funkcjonariuszy, którzy całą swoją wiedzę, umiejętności i energię poświęcili na walkę z Kościołem. One są ważniejsze niż nazwiska agentów. Bo ci ludzie świadomie i dobrowolnie służyli złu. Jak podkreśla Marek Lasota, ich działania nie miały nic wspólnego z interesem Polski. Służyli obcej ideologii i obcemu mocarstwu.

„Donos na Wojtyłę” nie jest książką smutną. Jej karty pełne są opisów zła, perfidii, bezwzględności, szantażu, ludzkiej słabości. Jednak wymowa książki jest jednoznaczna – zło i jego słudzy ponieśli klęskę. Na nic zdały się wielkie środki i ludzka przemyślność. Na nic poszedł wieloletni wysiłek – zarówno w wymiarze jednostkowym, w odniesieniu do Karola Wojtyły, jak i w odniesieniu do całego Kościoła katolickiego w Polsce. Służba bezpieczeństwa okazała się w ostatecznym rozrachunku bezsilna. Karol Wojtyła nie tylko został papieżem, ale również – co przyznają dziś nawet najwięksi sceptycy – przyczynił się do upadku komunizmu. Kościół w Polsce nie tylko nie został zniszczony, ale stał się jednym z ważnych czynników dokonujących się przemian.

„Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5,20) – napisał przed wiekami św. Paweł Apostoł. Książka Marka Lasoty „Donos na Wojtyłę” jest – być może dla wielu szokującym – świadectwem prawdziwości tych słów.

 

Marek Lasota, Donos na Wojtyłę. Karol Wojtyła w teczkach bezpieki, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2006

 

10.03.2006